Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/389

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ści) ze zwalczaną nostalgią za nowizną erotyczną; — w tej chwili podszewką myśli wiedział o tym, przeto....
Mówił:
— z izby centralnej, Wisiu, z tej, wiesz, gdzie książki — stoły sosnowe, dwa powiedzmy, dokoła wygodne, niewymyślne krzesła —
myślał:
— przecież nory zwierzęce, jaskinie mieszkalne nie są niczym innym jak anamnezą bezpiecznego łona matczynego; dalszy ciąg —
mówił:
— z tej izby pójdą schody do górnych pokoi, olbrzymie okna, szklane ściany na wschód i południe — a tu są, proszę, choćby i teraz, spójrz tylko — tak, tu są perspektywy! dalekości! — ziemia jest tu tak piękna —
myślał:
— domy? — zwłaszcza te dawniejsze, no i chałupy dzisiejsze chłopskie — to przecież jasne i wyraziste: świetlica macicy z pochwą sieni —
mówił:
— i to będzie nasz schron, dożyjemy tu, Wiesiu, dni naszych końca — bo, po tylu latach? zrywać? to tak, jakby ktoś wycofał nagle z banku swe ćwierćwiekowe oszczędności — to oznacza stratę, nas na nią nie stać, mnie w każdym razie nie —
myślał:
— oto ideał mieszkania: ów robak, iks razy mniejszy samczyk od samiczki, mieszkający przez całe życie w jej pochwie —
mówił: