Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/388

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mioty — Wisiu — we wszystkim co nas otacza impregnuje się rozterka i żałość ludzka —
Ona potrząsa głową, że nic się tu już zrobić nie da; nic.
A on perswaduje potocznie:, że, prawda, chłopiec już dorosły, Jurek, prawda, dziewczynka do szkół, Hanka, gdy, to mogą razem, stancja nie stancja — nie o to w tej chwili idzie, to się załatwi, to się uczciwie załatwi, prawda.
Ona wtula zaplecione dłonie między kolana. Nakiwuje się; wiatr mierzwi jej nieporządne, strąkami opadające włosy; dużo już siwych nitek. Cyprjan po chwili:
— i tak myślę, że wybudujemy tu, właśnie na tej polanie pod starymi sosnami dom nieduży — izba na dole, nad nią pracownia i dwa pokoje, twój i mój — i tylko my — — odnajdujący się codzień, co godzina — w słowie i milczeniu — — ziemia, las, zmiany pór i myśli z ziemi rosnące, coraz wyższe, coraz rozleglejsze, wszystkim potrzebne i użyteczne; pożywne myśli; — aż wyrośnie z tego naszego czasu na miarę globową zamierzona mądrość absolutna: dobroć —
Mówił to szybko i z ciepłem przekonania, przewidująco; bardzo pragnął tego o czym właśnie... niepostrzeżenie jednak pomotały się myśli i uwikłały w lepką strukturę tego domu, o którym właśnie... jeszcze raz wrócił: rozkład izb, żeby na bibliotekę dobre miejsce, kształt zewnętrzny, wejście, okna i drzwi; — odżyła na moment, stale przyczajona chęć (manja) budowania, identyczna (w tym samym miejscu w mózgu rodziły się te pożądliwo-