Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/387

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czysta, w której rozpływa i topi się wszystko: gwiazdy, ziemie, człowiek, pleśń, żywioł wszelki; w obliczu jej bezcelowa jest wszelka wola życia; jest grymasem śmierci; ta wola ułudna i śmieszna. Wreszcie jest to jedno i to samo — życie — śmierć —: niepokój nicości, która go likwiduje szybko; dreszcz, który mija.
Siedzą oto pod dalekim szumem te dwie obce sobie istoty; cóżby rzec? — wszystko jest tak obojętne; — mówi: — biedni jesteśmy, Wisiu, bardzo biedni —
A ona milczy.
I znów nastręcza się Cyprjanowi w tej nacierającej z bliska i z daleka grozie niepohamowna żądza, kurczowy głód spokoju —:
— trzeba o tym raz jeszcze pomyśleć; Wisiu; przecież mogłoby być tak, że spotykamy się nanowo, jakbyśmy przedtem nigdy — — przeszłość? — każdy dzień jest i może i powinien i musi być początkiem —
Wisia płacze; głos jej drży jąkliwie:
— trudno przeszłość przekreślić — — i cóż za egzystencja człowieka? — jaka gwarancja na przyszłość — —
— tak, no, właściwie — chociaż...
Wisia płacze.
Po chwili Cyprjan pełen cierpkiego poczucia straty czasu i zawstydzającej anemii słów —:
— do, do prawd, uważasz, do prawd dochodzi się przez klęski tylko, często przez krzywdy, też; jedyna wiedza i taki, wiesz, preceptor! — — Wisiu, wrócę i przekreślimy wszystko — tak, żeby nawet świadków żadnych — więc ludzie, meble, przed-