Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/383

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cierpiących za winy tych, co mieli a dawać nie chcieli i za tych, co dawać chcieli a nic nie mieli...
Widzisz, nastał poranek istnienia mego: odblaskiem jest przed tobą, wszystko przez ciebie! — bo, gdyby nie było słońca, to przecież nie byłoby światła, i nie byłoby tego pyłu zwiewnego, jakim była Maura przed epoką Cyra Wielkiego.
W minimum lat moich ty jesteś maksimum życia! — Nasypałeś do pustego worka tyle złota, nalałeś do próżnego naczynia tyle wina najprzedniejszego! — Tak to zapewne czuł się Sokrates ze swą mądrością i Krezus ze swym bogactwem; jenom ja od nich szczęśliwsza, więc i bogatsza i mędrsza!
O liebe, alte, olympische Götter, versucht mich nicht!
Cyr ist kein Polykrates, Cyr ist Leben,
das dringend notwendige Leben, das lang erheischte Licht!
O Götter!
Gönet mir, die euch liebt und ehrt, gönnet mir im Namen
der erwartungsvollen Menschheit, gönnet mir eueren Sohn.
O, Cyr!
— — — — —
— jak widzisz ani słowa o tym!
— lecz to tkwi jak cierń! — boli! — i to jest straszne
— — — — —
ultimo
Jeśli ma cię to dojść, Miły mój, — choć poco