Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/382

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


potrzeba będzie, weźmiesz bezustannie — nie wyczerpie się źródło zachwytu! — Będziesz brał powoli, w miarę twej potrzeby twórczej, pozwolisz i mnie skosztować odrobinę bezczasu —; wtedy to treść, cel i pasja mego życia będzie wyczerpana.
Wierzę też, o Cyr, że podołam wielkiemu zadaniu odbłąkania się i odnalezienia. Nareszcie w jesieni życia! — o, ładna to jesień, soczysta, dojrzała, pachnąca! — taki cud! taka wiosna! — powiedz! taka wiosna! —
Jak sad bogaty takie me serce; — istny przepych, jedna wspaniałość drugą przegania, przerasta, przewyższa.
Będę to pielęgnowała! — od skwaru uchronię, w czas ulewy okryję — pieczą otoczę — macierzyńską, wiesz.
Razem zbierzemy te plony, to będzie winobranie upajające! A w zimie — w ciepłym zaciszu domostwa piecowego, zażywać będziemy własności naszej w spokoju, w wygodzie, w podzwaniającej krańcami ciszy i radzi będziemy, że wszystkim wokoło dobrze jest i oczy nasze powiedzą sobie: dobrze było żyć, jednak dobrze... dożyjemy!!
A gdy (— razem oczywiście! —) spać będziemy, to na dobranoc usta nasze wycałują to zadowolenie, któremu w inny sposób zaświadczyć nie sposób, a już wypowiedzieć całkiem niepodobna...
A skoro wypadnie nie przebudzić się więcej, — to: nie żyło się daremnie, nie marnotrawiło się darów, celowo się gospodarzyło i zostawi się przecież coś, i nie pośledniego, dla wygłodzonych, smaganych,