Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cię teraz miała w sobie, abym cię nosiła w sobie, w siódmym miesiącu!
Tak byłoby lepiej; tak byłoby słodko we mnie — i — spokojnie — ; i bylibyśmy zespoleni w nierozerwalności — aż ze wzruszenia mdleją mi myśli, na ułamek sekundy tylko; już jestem znowu —

godz. 23-cia.
Więc we środę — więc o godz. 21.26; będę na ciebie czekała; będę ci towarzyszyła w podróży — na całej linii —
Pamiętaj: balast dla mnie! — ty jesteś lotem, (aha; będę miała auto; wiesz, stąd... czarne —)

noc
Przebudziłeś mnie, mój Cyr; — Cyr, o Cyr! — najdrogocenniejszy, cudnie przejasny, śnie złocisty, woni balsamiczna, smaku rajski, odrodzenie me, zmartwychwstanie me! — przebudziłeś mnie w godzinę po północy — wyrwałeś mnie ze snu i zostałeś ze mną.
Leżałam na wznak odrzuciłam ramiona za wezgłowie, oczy przymknęłam i twoją byłam; rozkosz niepojęta.
Jakże to powiem?
Wierzę, że zaznam takiej błogości, jakiej ani Leda, ani Semele, ani Psyche, ani Afrodis nie miały.
I to wnet, i to już, w kwietniową noc.
Dobrze już z tym żyć, a może lepiej byłoby z tym umrzeć — ? — Weźmiesz ze mnie tyle, ile ci