Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/384

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


właściwie? — to muszę to gadulstwo moje zamknąć i wysłać pocztą lotniczą.
Dziś będzie od ciebie list lub telegram.
Teraz powiem tobie: Cyr, ciebie kocham! Kocham, jak nigdy i jak nikt! Do ciebie należałam całe życie, dziś i wiecznie tylko do ciebie należeć będę.
Wreszcie chciałabym jeszcze nadmienić (tak sucho, sprawozdawczo), że dni i noce moje wydzwaniają czas, godziny i minuty, w których każda sekunda jest tobą, o Cyr!
Zrana poderwało mnie z tapczanu, wyskoczyłam do okna — a tu małe wiśniowe drzewa w perulcach uroczych, a tu stada wróbli po dachach wiecujące —, że wiedzą, wiedzą, wiedzą, i że się cieszą, cieszą, cieszą, cieszą, że Cyr, Cyr, Cyr — i że Maura —, i że tak kwitnie wiosna, że pachnie, że cud, że cud, że cud — —

p. s.
Gdy zamilknął odgłos syreny fabrycznej, ogarnął mnie przerażający niepokój! — Zmiłuj się! Uczyń tak, abym, kiedy do pustego domu wrócę zastała wieść o tobie; Cyr mój, czy słyszysz wołanie moje? Ktoś wszedł. Nic.
— I już znowu jestem skupiona, zwarta w skurczu niepokoju! — Co to znaczy? co to być może? — — Okrucieństwo!
Nie przyjeżdżaj!! — Jestem żywiołem! żywiołem wołam do ciebie! — Ciężar tych dni będzie straszny; zmiażdży!!
Drugi sygnał gwizdu! — Odrobinę lżej, ale zmora nie znikła, spełzła tylko. — Cyr, ratuj, podnieś mnie, trzymaj mnie, o Cyr! Ginę! Tonę! —