Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/378

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzący zęby: a to są bagnety, a to są armaty, to jest ołów karmiący głodnych — — —
Wieczór zapada (ileż tak godzin przemedytowałam?! —) mój Cyr — — i ty nie jesteś jeszcze znużony mną i moją miłością? — Co będzie w nocy? czy zechcesz przy mnie zasnąć, abym i ja oczy, tak ciebie żarliwie wypatrujące, przymknąć mogła? —
Uśnij Cyr w moich ramionach — przytul się — chłodno ci? — przykryję; — ciepło ci? — odchylę; — o Cyr — srebro włosów twych rzuca błyski jasne wśród nocy.
Oddech twój odrobinę nierówny — ułóż się wygodnie — aby ci tak dobrze było, jak jeszcze nigdy w twym ciężkim życiu.
Odsunąć się? — o, przysunąć się? — jak? — podsunąć się? — Dobrze, mój Cyr —
Twoje usta na moich —
Serce twe na moim —
Twoje łono na moim —
Ręce twe obejmują plecy moje —
Twoje plecy oplatam rękoma moimi —
Uda twe na moich —
Ty we mnie, o Cyr!
Ja w tobie, ja twoja — — — imię mojer Maura — —
Rozżarzona jestem, płomienie buchają we mnie — nie spalam się, nie; — to pochodnia wieczysta — całopalenie nieustanne — —
Nie mogę pisać.....