Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/368

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na twe myśli, — czy ty wiesz co znaczy żyć w ciągłym, suszącym pragnieniu doskonałości — a z drugiej strony być pod władzą stu instynktów napastliwych, niekontrolowanych, samopas puszczonych? — z tym ciągłym: „nic nie wiem“, lub: „zdaje mi się, że wiem“ — ? — oto żyję tak między żarem i lodem...
(poco ja to mówię? poco tak mówię? — po prostu użalićby się, o jej biedzie pomówić; i powiedzieć..... O, to byłoby najlepsze; ale tak)
(zniechęcony; jaskrawością słów pokrywa to zniechęcenie; bilon; grozi dewaluacją)
...i pomiędzy tymi dwoma biegunami rozgrywają się moje sprawy człowiecze; w sferze więc niezdrowej, w obrębie otumaniających wichrów ileż załamań, ile ciężkich chorób i wstrząsów świadomości czyha tutaj! — któż to zdoła znieść! takie kontrasty! gorącość i lodowatość! — lecz też tu. Wisiu, jest poczęcie wszelkich, ostatecznych decyzji; dążenie do harmonii! — zdobyć ją znaczy zdobyć wszystko! znaczy: zbawić ludzkość! —
(wierzył w to, więcej: pragnął tego! — Ironia podsunęła zgryźliwy podśmiew: o, jeszcze jeden zbawca ludzkości!)
Wisia odpowiedziała:
— hm —
Już nie płakała.

Cały ten okres jej cierpiętnictwa był dla Cyprjana malignowym chaosem form i kształtów; jakby iks zdjęć na jednej kliszy. Poza lokacją w obrębie narastającej wizji (i realizacji) pisarskiej — co przecież jest stokrotnym pobytem w odmiennej realności