Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/367

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— to jedno o tobie wiem, ze jesteś wielkim pisarzem, więcej o tobie nie wiem nic —
Tak rzekła i to było najgłębszym stwierdzeniem.
A potem:
— kochałam twoją twórczość nie egzaltacją nie histerią, ale inaczej — tym, że wynosiłam wiadra, że gotowałam, że chodziłam w podartej bieliźnie i brudnym szlafroku, za co się nawet gniewałeś na mnie — — i teraz ta... twórczość twoja — odbiera mi dom i dzieci i egzystencję — całą radość życia niszczy, a niewiele jej miałam — twoja twórczość to jest śmierć moja —
Po chwili:
— na artystę w tobie nie liczę zupełnie, lecz może obudzi się w tobie ten drzemiący zwyczajny człowiek w tobie, czy jak tam — i dopomoże mi, bo któżby mi inny dopomógł — ? —
Zerwały się na to w Cyprjanie słowa:
— dopomogę, Wisiu, wszystko uczynię dla ciebie! —
(pogłaskał ją, a ona, bardzo zmęczona i zewsząd wypłaszana, oparła się o jego ramię; płakała cicho —)
(teraz był jedyny, zapewne ostatni moment, by użyć najprostszych słów, słów leczących i zcalających)
(nie znalazł ich)
(począł konstruować zdania, których się sam przed sobą wstydził, nie dlatego iżby były przeciwne jego wierze, nie to, — lecz były tak nieodpowiednie, tak nie w porę!, a to jest najgorsze; to są momenty wielkiej przegranej)
— Wisiu, czy ty wiesz, — to w odpowiedzi