Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/366

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Postronnie: wyrafinowany system szpiegowski. W tym departamencie wykazała Wisia właściwości genialne; była medialna i natchniona. Lada strzęp listu, koperty, stempla pocztowego, aluzji, refleksji, gestu — wywoływały w niej natychmiastowe skojarzenia, rzadko mylne, raczej właśnie najautentyczniejsze. Zagubiła się w tym dziele cała; ożyło w niej nawrotem wszystko dawne — pojęła i zrozumiała całą strukturę przeszłości, z wszystkimi przybudówkami — i niepojęty teraz dla niej sposób współżycia z Cyprjanem. Od czasu, gdy pierwsze lata małżeństwa przeszły nisko pochylone pod grozą wojny i obłąkań wszelkich, gdy odpowiedziała na żarliwą inwokację Cyprjana „chcę i muszę być wielkim poetą“ — „tak“ —, poprzez stwierdzenie „wstydzę się twego pisania“ i „brzydzę się tobą“ — nie zmieniła się pod tymi względami wiele. Równa, milcząca, niewywnętrzająca się — była do męża przywiązana takim właśnie przywiązaniem równym, milczącym, nie wywnętrzającym się. Najchętniej porozumiewała się pomrukiem. — Pod względem płciowym, poza tym jednym razem, wtedy, przed premierą, — nigdy żadnych forów, zalotności, awansów, okazania chęci — zawsze tylko wyczekująca (bez tęsknoty zresztą)— ideał żony ortodoksji żydowskiej, wedle której małżonka winna czekać na zaloty męża, nigdy się mu nie narzucając. Mniejsza zresztą. Najważniejsze tu to, że cierpiała, i to, że nie pojęła i niezrozumiała tego, co jest wielopłaszczyznowością życia, wielostronnym bytowania aspektem, tegoż bytowania nadbudową i perspektywą. Prawo obyczajowe i karne było po jej stronie.