Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/363

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


reg kartek), dalsze B i C w opracowaniu i t. d. Wreszcie luźne aneksy do wciągania pod II, 4, b, jako to: obgadywania przed kochanką, marnowanie grosza, wydatki więc ze szkodą dla dzieci, drukowanie jakichś wierszy w kilku egzemplarzach, wierszy oczywiście erotycznych, znaczy się: pornograficznych, to się samo przez się rozumie, jakżeby też inaczej!, że gdy tamta powiedziała, że ma prawo do szczęścia (naturalnie, gdzieżby się też bez tego słówka obejść mogło!) to on to uznaje, uznał, poleciał w te pędy, jakby cejco, ojej, — a przecież ona tu, ta, nie tamta, ma prawo do szczęścia, tak, pierwsze prawo, — a co?, żeby tamtej żołnierce (tak ją wciąż nazywała, uparcie tylko tak) odstąpiła męża, ojca dzieciom — co? — a sama poszukała zadowolenia, bo już chyba nie szczęścia, w hodowli jarzyn i kur? proszę, proszę — jeszcze czego! — — Na takie zarzuty cóż można odpowiedzieć? — jakąś półspowiedzią? może; spróbował; ciężko to szło; no i co? — już po pierwszych zdaniach wiedział Cyprjan, że wszystko na nic, że na otwartą ranę ambicji kobiecej (najgorsze z wszystkiego to te wiersze, którymi „uwiecznia“...) nie ma żadnego leku prócz (gdyby się chciało tak powiedzieć) czasu (ale się nie chce).
I czy (do diabła!) tylko ta ambicja?
Bo... ech! — — przecież nie istniał między nimi nigdy ów ziskrzony, niesłychanie ważny świat zachwytów nad sobą, słownik wyrazów pieszczotliwych, konspiracją kochających się spiskowców, wystrychujący cały świat na dudka; — przez wszystkie te lata raczej patrzyli na siebie; jedno na drugie; badawczo, uważnie, krytycznie; natychmiast spostrze-