Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/362

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— ja oddawna wiedziałam — pewności tylko — i teraz mam tę pewność —
Nastąpiły przekleństwa okropne, czarownicze; gniew i wypłoszona ambicja poruszyły złoża medialne — cała płonęła i trzaskała fluidami szkodliwymi — nadawała fale złe i jadowite; pokraczne i wampiryczne słowa roiły się jak nietoperze, przemykały się szczurzo i robaczywie — cały pokój był nimi naspełniony, pokój dom, przestrzeń.
Wreszcie w wielkim płaczu rozluźniła się pierwsza żałość i złość; po odpływie jej została szorstka, kolczasta zaciętość.
Borykali się ze swym nieszczęściem całą noc; do świtu.
Następna seria dni i nocy była tylko dalszym ciągiem beznadziejności i grozy.
Jak kiedyś, przed laty... owa ciągła chęć (z wiarą nieuzasadnioną w dobry rezultat) wywołania w niej, w Wisi, pogodniejszej myśli, oddreptanej wreszcie od błędnego (i obłędnego) koła, którego promień jest linią własnego cienia; — ile wysiłku, ile pracy, ile zmarnowanego czasu! — tak i teraz; analogiczne „poniekąd“; — trafienie jakąkolwiek argumentacją poza splątane, kolczaste ocernowanie monomanicznej ambicji — było próbą najbardziej bezużyteczną, nonsensem, złudą dziecięcą.
Na zarzuty sprecyzowane statystycznie (logika Wisi!), spisane pięknym „gotyckim“ pismem, wypunktowane ad I, II, III, (rzeczy zasadnicze), 1, 2, 3, 4, (drobniejsze fakty lecz również niezmiernie ważne), a, b, c, d, (uwagi, wnioski, dodatkowe pytania, wyjaśnienia, wątpliwości), to wszystko dział A (sze-