Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/357

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


brzmienia i treści prawo! — Bezprawie wasze, przekreśliło was! — Z bólu i męki i dobrej myśli i najszlachetniejszych uczuć wyrosły — bolejącym i umęczonym przynależą! budowniczym nowego świata...

Cyprjan wykańczał swą powieść na gwałt.

Na każdej stronicy, przy każdym zdaniu stawał przed rozwartym zagadnieniem docierania poza dotychczasowe osiągnięcia pisarskie, poza ujęcia stereotypowe i sztampy opisowe, psychologiczne, tematowe — jakiekolwiek wreszcie, wszelkie — dotarcia tam, gdzie mechanizm myśli, żądz i działań ma swój — w mrokach i oddalach — początek u włoskowatych korzeni instynktu, u dna złoży archaicznych, w somatyźmie i „zwierzęcości“ — aż po sferę „ducha“, to znaczy po najwyższe funkcje organizmu; te, nieznane jeszcze dokładnie, zwłaszcza w obrębie motoryczności przyczynowej, dają od tysiącleci pole do wszelakich mistycyzmów, tej zastępczej formacji przedodkrywczej. Mroki tu więc i bardzo trudne przeprawy.

(— o, jakże trafnie rzekł F.X. Salda: ....prawdziwy pisarz musi kształtować żarzący się materiał, rzeczy dotychczas nienazwane, musi wtykać rękę wprost w dym i płomienie nowego cierpienia, nowej ironii... Jednym słowem w czynności jego jest coś zuchwałego, śmiałego, powiedziałbym bluźnierczego...)

Nagromadzone, czteromiesięczną przeszło abnegacją, myśli i energie skupiał, segregował, syntetyzował. Szło, jak zawsze, o ten pełny, skomponowany