Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/358

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


należycie pierwszy rzut koncepcji, z miarowo stopniowanym biegiem akcji i wytyczeniem słupów myślowych, któremi ma przebiegać; opracowanie drugie i trzecie — to już kwestia doświadczonego rzemiosła i pracowitości. Podnietą były mu wszystkie zewsząd napierające kontrowersje i przeciwności. Ustawicznie żywa pamięć Mili — najdotkliwsze cierpienie, samotne, przez wszystkich opuszczone. Z nikim ani słowa o tym; ani chwili luzu! ani uncji oczyszczenia. Dni bez zwierzeń. — I stawało się w tej malignie ciało Cyprjana szklaną trumny, w której spoczywały pionowe zwłoki umiłowanej. — Identyfikacja, tylekroć napadająca go w życiu, jak epidemia, stawała się teraz złowrogim, pozaosobistym istnieniem. Wcielenie. Myślał myślami umarłej; patrzał jej oczami, jej wzrokiem widział, jej uszami słyszał; wypełniała jego skórę jak zboże wór. Gesty, ruchy, sposób konstruowania myśli, szyk słów, bieg zdań — były jej, Mili. — Nocami bezsennymi wlókł się w przeszłość minioną — obłąkany bólem; — po wertepach groźnych wyły myśli jak oszalałe głodem wilki. Wchodził w rwący nurt mijania po szyję. Lodowaty ziąb.
W pracowni, niedbałością dotąd zagraconej, zaprowadził ład i skład pedantyczny — to ona! — Na biurku teka z rękopisem, we flakonie zielona gałąź brzozy — to ona! — Po pracy stalówki skrupulatnie wycierane flanelową szmatką — to ona! — to jej kompleks porządku i czystości.
(— jakże, i to nawet, wszystko, jakże na wieczność, więc po kres świadomości, lśni gładką, bezpylną powierzchnią szklana półeczka pełna flaszeczek z lekami — a każda nakryta kapiszonem papierowym,