Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bolu uczciwego, prawego człowieka, w dzisiejszym świecie! proszę pana! — nie sztuka być lewicowcem, gdy się do tego dochodzi ekonomicznie i w pierwszej młodości, że tak powiem, prosto do gotowego — — wielkim natomiast czynem jest wykuć to w sobie tak, tą drogą i tymi przesłankami, jakie panem kierowały —
— nie pleć, Julek — wybrałeś się! akurat pora! — — walka o wyrównanie sprawiedliwości jest walką o własne szczęście zależne i związane ze szczęściem wszystkich — co tu o jakichś zasługach pleść —
— zawsze jest pora powiedzieć co tu! — huknął się pięścią jak sporym bochenem w piersi, aż zadudniało.
Jede.... ....
Przez ściany i puste przestrzenie przyległych pokoi dobiegł jęk!...
Stamtąd!!
Zerwali się gwałtownie — wybiegli z pokoju — przez kurytarz — poczekalnię — jadalnię —: mroczna wnęka — to tam! — Przystanęli; bali się dalej; — z poza drzwi dochodziły postękiwania i jęki i to spod podkurczonej górnej wargi: aaaa — aaaa — aaaa — —
Potem jakiś stuk; — słychać głosy lekarzy; sens ich zdań gubi się w malignie zniecierpliwienia, w nagiej grozie i łomocie tętna —
Chwila ciszy.
Teraz człapanie kilku nóg, oddalające się w przeciwległy kąt pokoju — jak gdy się wspólnie meble przenosi —