Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/340

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tak dbają o moralność, prawda, tak o niej ciągle mówią! —
Osiem minut...
A gdyby to dziecko miało jej oczy? — gdyby miało jej oczy, oczy, oczy, oczy, oczy, oczy, oczy, oczy — —
Dziewięć minut...
Pić się chce piekielnie; — później, później, potem — —
Julek zsunął się wzdłuż ściany, usiadł nagłe na podłodze, jakby mu nogi podcięło; całe wapno i farbę zebrał na siebie — brudna, sypka smuga na ścianie — istny murarz teraz; — otrzeźwiał; wstał, ziewnął, rozprężył ręce na palcach stanął — zatrzeszczało w dużym kośćcu, jakby kto gałązki łamał; — stoi teraz z rękami głęboko w kieszenie wtłoczonymi — — patrzy długo tych jaskiń oczodołowych na Cyprjana — — Cyprjan, zwrócony ku oknu, chłodzi czoło o szyby — czuje podświadomie ten wzrok — odwraca się powoli —
— no i cóż Julek —
— myślę, żeśmy popili i że pan ma cholerny zgryz —
Dziesięć minut...
— ale mnie nie to teraz, — grunt, że pan zrobił więcej niż to docenić wogóle możemy; pan wie o czym mówię, o tej deklaracji pańskiej —
— poco to teraz —
— ostatecznie pańskie osobiste wewnętrzne walki, doznania i zwycięstwa nikogo nie obchodzą — — ale dlatego, że pan jest właśnie Cyprjan Fałn, taki a nie inny, urasta to do potęgi symbolu — sym-