Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rustan ułożył łysą dynię głowy na kolanach śpiącej Janki; chrapnął; z kąta ust cieknie mu ciągliwa ślina.
— o, pamiętam już dokładnie — tę zwrotkę naprzykład:
(— tylko dwie pierwsze zgłoski zagubiły mi się —)

— — nie mogłaś powstać i opuścić łoża,
nad którym konał lotnik niewinnie spalony,
a wraz z warkotem śmigła z krwawego przestworza
padały na twe ręce łzy matki i żony —


(— i ty zapłakałaś; późno; zakryłaś twarz —)
— ejże i drugą, gdzieś z końca, pamiętam, tę mianowicie:

, że nadejdzie kres państwom robotniczą wiosną
i nadejdzie wielkości i myśli godzina —
i znów narcyzy dla nas, spracowanych, wzrosną
z ziemi, z ziemi!! — nie z podłej lufy karabina! —


— wtedy krzyknęłaś: nie męcz mnie! nie dręcz więcej! — to potworne! — no tak, no tak, byłam kurwą, tak, byłam — sprzedałam i sprzedawałam się za grosze, za to, że ranga, że reprezentacyjny chłop, że ordery — tale, byłam kurwą — — lecz ty bezlitosny gorszyś ode mnie, zabijasz we mnie, okrutniku, każdą radość, płoszysz najdrobniejszy uśmiech, gdyby mi tylko trochę lepiej być mogło, to ty już mi tego zazdrościsz, wspólnotą cierpienia opętany, i dręczysz i gnębisz — no tak, byłam kurwą, i zawsze było źle i wstrętnie i... i sucho... wiesz?!
— ja się o twoją przeszłość nie troszczę, jeśli