Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/318

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rewia katarynek spod ciemnej gwiazdy — a teraz już całkiem wyraźnie: — Małgorzatko kocham cię na rzadko, jak cię widzę częściej, kocham cię na gęściej — — Jeszcze tylko białe myszki puścić na ten czerwony plusz, rój białych myszek z kolorowymi zwitkami w pyszczkach: horoskopy, przepowiednie, wróżby, i pod jaką planetą, i jaki komu minerał przydatny — ; — właściwie to się myśl opóźniła — przecież już od jakiegoś kwadransa biegają zwinnie białe myszki z nagimi, różowymi, do glist podobnymi ogonkami po buksach, galeryjkach, krzesłach, stolikach — pośród flaszek i kieliszków — nad stawkami wina i kolorowych wódek zatrzymują się i chłepcą małymi języczkami chciwie, niektóre łakomsze stają na tylnych nóżkach wyciągają się i piją z kieliszków, całe przy tym drżą z wysiłku — ; — wszędzie pełno tych białych myszek — jakaś pani o cienkich na czole wyrysowanych brwiach — wrzasnęła nagle, bo mała, nieostrożna myszka wpadła jej za gors a Julek chwyta je — te tu na stole — jak muchy — przyczajoną ręką, podnosi za ogon i zanurza w kieliszku z czerwonym winem — otrząsają się i łażą ociężale zmokłe i bladoróżowe — ; — śmieszne: jedna myszka przycupnęła na tym grubym fałdzie dyrektorskiego karku — a teraz chodzi sobie po wale tłuszczu — staje słupka i obwąchuje łysinę —
— że nie pamiętam? ech, coś tam pamiętam — ten czarny wtedy dzień — o, pamiętam, jedną zwłaszcza zwrotkę —
— panie Cyprjanie — pijemy — lu —
— nie, dziękuję, czuć myszami — za delikatne mam powonienie —