Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/320

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kiedy pytałam to z głupiej, babskiej ciekawości; spotkałam cię w jednym z dni mojego życia i od tego dnia liczę życie — — mówię o dniu na drodze kamienistej — — bo przed tym...
(— zamilkła wtedy nagle, usiadła na podłodze — taka odrazu mała, zwinięta, chora dziewczyn« ka — wpatrzyła się w okno, w którym konał we krwi dzień — duże krople łez zaczerwienionych odblaskiem zorzy drżały u jej nieruchomych powiek —)
W tym momencie — nabrzmiewającej żałości — przechylił się przez barierę loży obcy pijany gość w jakimś mundurze, niewiadomo jakim, tyle tych organizacji półwojskowych — na piersi ma całe konstelacje świecących blaszek owalnych, okrągłych, kwadratowych, w formie krzyża, tarcze, posy i takie różne — zalany w sztok — — wyciąga rękę — palcem mierzy w Julka i bełkoce krzykliwie i zapluto — :
— cóż tu ten komunista robi — pieronie — won! —
Muzyka znów wraca do wstępnego refrenu:
— o mein lieber Aug — — sss — tt — nnn —
Rozległ się płaski trzask. To Julek wyrżnął tego gawra w pysk.
A zaraz po tym plaśnięciu wyleciała z rak Julka kręgielnym łukiem flaszka na środek parkietu — roztrzaskała się z hukiem — i opryskała brzuch i uda tancerki winem czerwonym — okrwawiło się ciało niewieście jakby nagłą mentruacją. Krzyknęła i wybiegła do garderób.
Zrobił się rwetes i zamieszanie.
Gruby kark pierdnął dwa razy: ppach! ppach!