Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/308

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wstańca z trzydziestego pierwszego, syn, do usług, powiada, powstańca z sześćdziesiątego trzeciego. Łysy, jak kula bilardowa, pomarszczony jak jabłko na przednówku, kaprawy, powieki zaczerwienione, bez rzęs; oryginał; byczy kompan; pijak i dziewkarz, nic latami, a sześćdziesiątka z okładem, niewystudzony.
— tango, mój boże, pod złotym niebem Argentyny — jest świat, jest — duży, ogromny, daleki świat — kto by mówił, że go niema, powiedziałbym mu — myli się pan — grzecznie bym powiedział ale stanowczo — no, bo gdzież tak można? — lu, kochani, na wasze — — patrzcie! —
W czerwonej mgle akurat tańczy jakieś smukłe ciało; pióropusze to ma kolosalne na łbie — w zębach czerwona róża — — śliczna dziewczyna, zbudowana jak sto diabłów — — piruety, taniec brzucha, coś w tym rodzaju — pępek i sutki pomalowane jak wargi: cynobrem jaskrawym — a tam na wygolonym wzgórku u zbiegu nóg tylko karta: as coeur, na cienkim zawieszona łańcuszku obiegającym jak drobny dreszczyk biodra; — poza tym nic; ciało! — oczy dookoła chciwie wyławiają momenty, gdy w zwinnym piruecie zalśnią pośladki — że zaś pijaństwo dwoi obraz, no to akurat przydatne —
— widać dwa tyłeczki za jeden pieniądz, oszczędność — nie? —
Rustan ściąga wargi w pocieszny ryjek, ku któremu zbiegają się zewsząd zmarszczki — :
— nie? —
Cyprjan zanosi się śmiechem i kaszlem sercowym, bardzo nużącym.