Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się, że cała loża wypełniona jest tym ziewaniem — nie loża już, lecz jama olbrzymiej paszczęki ugarnierowana przy parapecie i suficie rzędem dużych, końskich zębów. Oczu oderwać nie można!
...ożywających gruzów...
Reżyser:
— na lewo bardziej pan stań! — tam, w głębi, przy tym stołku — na to go panu postawiłem — przecież zaraz duch Hetmana wejdzie — będzie go pan szukał potem po całej scenie jak szpileczki — — jeszcze raz!
Szczęsny: (— już na lewo i w głębi, koło tego stołka, na który patrzy z bezgraniczną abominacją—):
...zdaje się, że słyszę krzyk rewolucyjny, ożywających gruzów...
Loża zwarła wreszcie rozdziawione szczęki.
Myśli Cyprjana gasną; ostatnie dogrywają się powoli i chrapliwie jak zepsuty kurant, gdy się już napięcie wiotkiej sprężyny kończy —:— we wszystkim tylko powierzchnia, brzeżek rozumu; — do niczego i głupio!! — ach jak głupio!! —
Pod zarwanymi zdaniami wrze, parzy i piecze — wyć! wyć! —
Noc była bardzo ciężka — od ziemi ku gwiazdom blok ołowiu.
Po północy zaczął pisać; najpierw list: potym zwariowany poemat —

— przeszły nade mną noce — i przedtem już były —
noce nieukojne — ta ostatnia pusta —
lecz w niej właśnie poprzednie stokrotnie ożyły —
— bo skłamały przeze mnie całowane usta ! —