Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiadać się może jak w szkole, paluszki dwa podniosę —
Mówi to tuż przed rampą, „na chrypce“ mówi; chory już bardzo i to tak, że już nigdy nic z niego nie będzie; do grobu się kłaść prędziutko.
Reżyser — on jeden tej choroby nie dostrzega — człowiek bez serca i bez sumienia:
— nigdy pana nima jak potrzeba; aktor psiakrew! — no nie marudź pan i nie odstawiaj umrzyka — wal pan dalej; — wróć, od „zdaje się, że słyszę krzyk“ — — sufler ciszej! — niech sam gada, niech się nauczy — — jazda, jazda —
Szczęsny: (— już nie człowiek z mięsa i kości — mgiełka blada przyodziana w garnitur skrojony efef —):
...zdaje się, że słyszę krzyk, że słyszę krzyk — panie sufler, nie musi mi pan gruchać wszystkiego, ale podrzucić mi pan może słóweczko, nie? — jak? — rewolucyjny?, aha — wiem, wiem — ...zdaje się, że słyszę krzyk rewolucyjny ożywających grobów — co ja mówię! Jezusiemario jak mi we łbie trzeszczy —
— przepił się pan wczoraj —
Lachowicz z politowaniem, jakby był Gandhim. któremu zarzucono urżnięcie się —:
— panie! — ja? —
— tekst! tekst — gadaj pan tekst —
Lachowicz: (— ożywiony nieco, bo już połapał całe zdanie):
...zdaje mi się, że słyszę krzyk rewolucyjny ożywających gruzów...
Dyrektor ziewnął przeraźliwie; w pewnym momencie przedłużającego się rozwarcia ust, wydaje