Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Trzeba więc jaknajciszej! — ani mru-mru — nawet szelestu, żeby dzieci nie zauważyły, nie wiedziały przecież, że tu nocuje.
Półtorej godziny samotności.
Pierwsza trzeźwość od wielomiesięcznego pijaństwa i oszołomienia.
Chłodno, badawczo spozierają oczy, penetrują wnętrze niebiesko malowanego pudełka, w którym... no tak; — wszystko wrogie przedmioty — obce — jakież w tej chwili znienawidzone! — wszystko! — i ona — nasycana przez tyle lat — wchłaniająca w siebie wciąż, bez przerwy, bezustannie — udrugoosobiona! — to zostaje, to musi zostać na życie całe, w każdym razie na wiele lat; — — i dzieci! — i znówby się po któryś tam raz sprawdziło: swoboda seksualna absolutna — rozdział seksualizmu od dziecioróbstwa; — decyzja: chcemy mieć dzieci, jest decyzją do końca życia; do pełnosprawności życiowej potomstwa — to na jedno wychodzi; — że niby tak bezmyślnie się je robi? — to źle; — lecz choć to może i klęska — obowiązuje jednak w pełni; — zresztą płonna to dyskusja, jak dyskusje wogóle... boć przecie, w naszym, Milo, wypadku — raz, choćby raz, było zupełnie świadomie; w pełni; — tak, znów pamięć chytrze, jak diabeł cyrograf, podsuwa detal pewien; — tak, tak — świadomie i to z jej strony, matki więc, co jest najważniejsze i decydujące, bo dziecko jest samo swoje i matki, cóż tam ojciec! — — i tu właśnie wypełzają z mroków niedostrzeżeń (w pierwszej chwili!) — jakże to wszystko jednak w pamięci trwa! — wypełzają słowa i nie słowa tylko — — : „gdy na pra-