Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wym boczku się pieścić•— to zawsze jest chłopak, wiesz? — stwierdziłam; wtedy, wtedy wychytrzałam się, wmówiłam mu, że napewno można, że nie musi uważać, albo tam co robić — a ja wiedziałam, że z tego będzie, że musi być dziecko — długo nic nie gadałam, dopiero, gdy już nie można było ukryć; — wiedziałam napewno, i był chłopiec — śmiała się wtedy przy tym serdecznie, że tak nabrała tego bęcwała;...
...niefrasobliwa! — a no cóż; dobrze; to są sprawy zbyt osobiste; nikomu nie wolno się do tego mieszać — tylko... nie można potem mówić: „poco, poco ja to...“, „lepiej żeby umarło“ — nie wolno —
Odrzucił kołdrę; wyskoczył z łóżka; chodził boso po pokoju.
Rozpoczęło się opętanie! Wyjść — wyjść cichcem — uciec! — uciec!! Już bywał tak chory i zwariowany — lecz nigdy tak gwałtownie, z taką mocą. — Marysia? — to wtedy przeszło prędko; to zresztą nie było nasycenie się jednym! — Nigdy Cyprjanie, powiada Cyprjan, nie jesteśmy zazdrośni z powodu wielu samców; groźny jest tylko jeden — ten, który ustawiczną obecnością swoją działa, który przerabia, przeistacza, destyluje siebie w retorcie kobiecości. — Irka — ? — nie ma nawet o czym mówić — — sprawę trzeba mierzyć proporcją, natężeniem namiętności, siłą pchnięć i pędu, tak jak to szkolarskie: kąt padania jest równy kątowi odbicia — —
Przystanął Cyprjan przy małej szafce z książkami — przerzuca machinalnie książki; historia wojska polskiego, pieśni legionowe, Żeromski, Wyspiań-