Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się każda pominięta bzdura, teraz grubymi krechami znaczna i widoczna, jaskrawa, — i to powiedzenie dzieci i napomknienia inne — jakiś moment przed szafą — on, tamten, szuka ubrania czy coś takiego — stoi w kusej koszuli męskiej — — jakiś szczegół z Wołynia, noc księżycowa, jadą oboje konno, i, że to najszczęśliwsze jej były wtedy miesiące, mówiła, lecz coś tam zaszło takiego — — a te przytulania się w łóżku, słuchania radia na jedną słuchawkę — — potem, jakieś całkiem niedawne, brutalne wzywanie, żeby przyszła, jeszcze jest jego żoną, ale zaraz! — Coraz gorzej, podlej, haniebniej — —
— co ci jest! — An! —
Przestraszyła się nagle i usiadła na łóżku; wąska, mała; dziewczynka po prostu; i piersi jej takie dziewczęce wciąż, krągłe, nieduże, sterczące — — ileż się tamten nacałował tych uroków i wdzięków! — I znów fatalne przypomnienie: — raz gdy się nimi zachwycał łakomie, wargami i językiem smakował ich odurzającą krągłość i wiosenną gładkość — zaproponowała mu, żeby między nie na sercu — — więc i to robili! — — Przesiąkła nim na wieki!! — przelewa się przez nią wszystkimi otworami obca, lepka, wstrętna sperma! — wszystkimi!! — — bo i to raz w chwili omroczenia orgazmowego usłyszał — jak będziesz chciał — to ci pozwolę tam... Nie chciał wtedy; — nie skorzystał — — oferta!! — Więc to to! — — ciąg dalszy — odrabianie za innego, za tamtego — — sza—leń—stwo!!! — I: dlaczego dziś dopiero? — wszystko to powinienem był wiedzieć od początku — — no i cóż — i cóż — żona — takie wszystko naturalne, proste, moralne! —