Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/270

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdawała sobie sprawy co mu jest — temu poecie — — rozżaliła się nagle, wybuchnęła może trochę nieoględnie, lecz żeby aż...
A poeta rzekł w sobie: przecież ja tylko jej myśli odcyfrowuję! cóż bo innego i skąd? — jej myśli, jej myśli — i one impregnowane od godzin nocy poślubnej, gdy z trudem... (i o tym też mówiła)... Niczym tej impregnacji zatrzeć się nie da — w najlepszym razie będą to dwa zdjęcia na jednej kliszy — oba niewyraźne i zamazane... I ból jego stał się niedowytrzymania.
— co ci jest An — ? — wybacz, taki wstręt mną szarpnął —
— nic, nic, maleńka, — śpij —
A po chwili — jaknajnaturalniej — tak niby pobieżnie i odniechcenia:
— czy to tesame — ? —
— co — ? —
— łóżka —
Ona ledwie dosłyszalnie:
— tak —
Milczenie.
Niedobrze pomiędzy nimi; fluid nieprzyjazny, zmącony i niespokojny; — odsunął się, aby nie dotykać jej ciała.
A wyobraźnia znów swoje, podstępnie i uparcie, wałkuje swe wizje, rozsuwa, pod światło trzyma, nudziarsko, wciąż to samo: więc i ta kołdra, poduszki, lampa przyświecająca ich sprawom nagim, koszula... niedojrzał, ślepy i głupi, śladów, które zapewne po dziś dzień... Kiedyż to? dawno? — cóż, rok jeszcze temu, a może nawet nie rok. Przypomina