Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przelewa się trzewiami mdły wstręt; jest ponad wszelki wyraz obślizgle, śluzowo, podle!
Podświadomość podsuwa się naszeptem ku myślom wzburzonym i już całkiem teraz chorym, podżega; że teraz wiadomo dlaczego tak ekspansywnie żył z nią płciowo; to medialnie powzięta chęć dorównania w potencji, pasja przewyższenia — — tamtego. Przypomina się gadulski szczebiot dzieci, że „tatuś waży dziewięćdziesiąt kilo!“ — więc zaraz gramoli się stonożnie, zdanie z jakiejś komedii węgierskiej — czy to nie Brylińska wtedy grała? —: „u mnie chłop musi mieć wagę!“ Słowo „tłamsić“ nabierało ciała, dużo męskiego ciała z wyolbrzymionymi szczegółami — —
Teraz w tej mętnej szarości dnia zaglądającego kosym bielmem przez okno, wyłuskują się z pokrowców ekstatycznych niedowidzeń — te dwa łóżka, dwa nocne stoliki pełne niedyskrecji małżeńskich szuflad — kołdry, prześcieradła, poduszki, jaśki... nocne koszule Mili!! — wszystkie przedmioty — lampa sypialniana!! — wszystko: impregnowane!! —: wszędzie jak na kliszach, na taśmach filmowych wyświetla się wywołuje: on — tamten — rozwalony, nagi, wielki — ze sterczącym nad buhajską moszną bindasem — — i ona, ona! — jęcząca, zagryzająca wargi — z rozstawionymi nogami, nadstawiając się na wszystkie sposoby, z tym jej właściwym gestem podsuniętych pod pośladki rąk — tak samo! wszystko tak samo!!— — a mąż: władca i pan — żąda! — utrzymuje, płaci więc żąda — i teraz właśnie też, nad ranem, żeby mu... tak więc te jej małe, śliczne usta...
Wyczuła coś — choć odwrócona — — lecz nie