Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mnie kilka razy przez noc przytłamsi to już jest miłość —
Szloch spazmatyczny.
W przerwach zanoszeń się bólem i rozżaleniem — po nocach — prześlęczonych — nad kołyskami — ciągle dzieci chorowały — gdym na chwilę — zasnęła — budził mnie — budził mnie — miał mnie jak naczynie nocne — —
Rozdygotana cała jak w ataku febry.
Cyprjan słowa nie mógł wymówić. Załomotało w nim serce i przystanęło nagle; potem silny, nierówny trzepot i dotkliwy ból w tętnicy przelewający się przez lewą część piersi ku ręce aż po palce, które mrowią i są przez chwilę obumarłe.
Żal straszny tej kobiety, która wciąż jeszcze o tym przeszłym życiu... brutalność i przegrana... Żal i równocześne zahamowanie — nie może, nie potrafi ugłaskać, ułagodzić, utulić, pocieszyć! — Na drugim krańcu wyrasta głucha, zwierzęca nienawiść! — do wszystkiego tamtego. I natychmiastowy ból nieodgoniony, że ta, ta właśnie, ta jedyna, którą tak ponad wszystko kochał — że ona właśnie tak musiała... a potem... że i sama chciała... to też... i to najgorsze...
Myśli, porwane i skołtunione nagle jak liście, gdy w nie wiatr uderzy, zawirowały, zakotłowały i pomierzwiły się do cna. Krew tętni w skroniach, pod czaszką, koło lewego ucha — cichy, jękliwy brzęk i dzwonienie rozdygotane, jak gdyby cieniutka, napięta struna pękła. A potem nagły pot na całym ciele — mokry chłód pełznie od nóg ku piersiom — znieruchomienie — bezwład.