Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i neurastenicznie skrupulatna —) a on wracał do zajęć, do teatru — drżący, oszalały, roztęskniony — — natychmiast pisał list polecony, ekspress —, że już jutro! że już jutro! — i tego samego dnia wieczorem był u niej; wyprzedzał stale swe listy.
Mila lubiła pieszczoty wyraziste, mocne, gwałtowne, przy pełnym świetle (byle nie rażącym); „jak burza“, jęczała głośno „och, pieść jak burza, jak burza, jak bu-rza!“ — — I oto był dla niej, chciał być, owym wizyjnym koźlobogiem z orszaku Dionizosa — twardymi jądrami obijał szczelinę jej pośladków — aż wołała podsunięta i skulona pod nim: moc-niej, mocniej — — dyszała ciężko, drżała i kwiliła dopóki silny wytrysk nie napełnił jej tajemnicy w głąb i po brzegi — — Gdy po pewnej chwili — nie puszczała go prędko — odrywał się od niej i kładł obok nieprzytomny i odurzony — mówiła rozśmianym, gorącym szeptem w twarz: kocham, o jak kocham, jedyny, umiłowany, męże moje święte — — oddech jej pachniał spermą — co roznamiętniało go odnowa — — tedy zmęczona kładła się przy nim „na boczku“, na prawym, wlubiała się w niego upojnymi wypukłościami — — rozpoczynał się nowy szał, i dalszy, i jeszcze, — a coraz były dłuższe, obłędniejsze, piekielniejsze — aż przystawało w nich serce, jak w chwili śmierci.
Poezja ciał dosięgała dna i szczytu.
Była osią świata.
Żywioł.

Raz — nad ranem to było — leżała obok niego zwrócona do ściany — załkało w niej smutkiem i roz-