Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyobrażeniowej: pojęcia naczelnictwa i boga. — Tutaj akcji oblężniczej i rozsadzającej te bastiony pomyłek anachronistycznych, przyszły Cyprjanowi w sukurs znane zdarzenia polityczno-socjalne, które dokładnie i skutecznie wypłoszyły z niej mamidła i złudy.
Tak więc po kilku miesiącach współżycia stanęła obok niego wolna, czysta, świadoma współpracownica po tej jasnej stronie życia, walecznej i przyszłością darzącej idei; wyzwolona z wmówień ojczyźnianych ku dobrym szła wypracom obok Cyprjana.
Były to momenty najpiękniejszej miłości świata.
I wszystko było tak bardzo dobre, wierne, dogodne; tajemnicę (— ich żargon miłosny „tajemnica“ i „trzmiel“) miała małą jak usta; wargi — a to właśnie jej osobliwość — nieco wydłużone i wąskie; o takich mówią znachorki, że jak już która takie ma, to jej chłop nie opuści nigdy; były uroczne i hipnotyzujące. — Pieszczotom poddawała się ze znakomitą nieomylnością. Zgrabna, zwinna, giętka — umiała w sposób darzący oszołamiającą rozkoszą zarzucać długie nogi na ramiona miłośnika. Erekcje wywoływała umiejętnym zagarnięciem dłoni, których wnętrze było naelektryzowane. Mowa jego rozpalała ją copochwila, tak jak jego jej rozchylone słuchanie.
Byli szczęśliwi.
Miesiąc ich życia wart był stu lat.
Stokrotnieli sobą.
Rankiem — szarym i szronistym — wymykał się Cyprjan z pod kołdry — Mila zasypiała jeszcze na krótko, bo dzieci do szkoły wyprawić musiała i sprzątnąć mieszkanie (— w tym była pedantyczna