Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/263

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szowany, że robiła nawet lekarzowi wtedy wymówki, a on na to — szorstki, wojskowy chirurg —: naco pani już dziś brzuch ładny? męża pani ma, męża dzieci — — bardzo ją to teraz peszyło; nic dziwnego, — Tak więc tym pierwszym razem narobili nieco pospiesznego zamieszania i krzyku; zcichli; i rozeszli się na swoje legowiska; resztę nocy spędzili osobno.
Dopiero później, gdy się stopniowo ciała do siebie przyzwyczaiły, kochali się umiejętniej, śmielej; i już przez noc całą byli z sobą.
Mila przygotowywała przekąski i wino.
Noce spędzali na pieszczocie wielorakiej i licznej; w przerwach rozmawiali.
Bo oto stało się to, co się stać musiało: rozwiązały się w Cyprjanie wszystkie więzy, poodpadały zapory, fobie i zastawy; świadomość karmiona i podżegana pożądaniem jej pięknego ciała i pragnieniem owładnięcia jej myślami i uczuciami — rozprężała się, bogaciła, eksplodowała w nagłych spięciach, improwizacjach, poematach i świetlanych wizjach przyszłego ładu społecznego. Z pogromu żołdackich zbrodni Europy, z upadku wyznaniowych machinacji, z załamania się wyzysku i polityki kapitalistycznej wstawał wspaniały, nowy, jasny świt pospólnej pracy, ufności i miłości człowieka, świat ładu i sprawiedliwości, wiedzy przyrodniczej i nowej sztuki, świeżej wymowy poetyckiej, wynalazczości wszelkiej i heroizmu odkrywczego człowieka, podjętego nie na zgubę i mordowanie bliźniego, lecz na jego podniesienie szczęśliwe, dobro i mądrość.
Tak oto wygłaszał swe mowy dalekie Cyprjan, siedząc w nogach łóżka i gładząc wątłe kolana Mili.