Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jednak bardzo posępny i niedorozruszenia) moc przeróżnych piosenek. Właściwie to z jego córeczką śpiewałam. Nauczyłam ją kilka piosenek legionowych tych moich ulubionych — najwięcej mających w sobie szczerego sentymentu — a zapomnianych już dziś prawie. Ogromnie jej się podobały (szkoda, że ona nie jest do ojca podobna, a syn do matki). — Chyba nie będzie pan miał do mnie żalu, panie Cyprjanie, że mu „militaryzuję“ córkę?! — —
Spotkała mnie tam duża przykrość ze strony siostry jego żony. Dziwnie niesympatyczna dla mnie ta kobieta. I zaco właściwie ona mnie nienawidzi? i dokucza mi? — tylko dlatego, iż doszły ją plotki, ze ja jestem „rozwódką“. — Pewnie i dlatego, że jestem młodsza i świeższa od niej. Doprawdy niewiele trzeba niewieście, by zapłonąć nienawiścią do drugiej, zwłaszcza, gdy ta druga jest dość bezbronna —
Ale staram się tym nie przejmować.
Czymże są przykrości wobec cudu, który piastuję w sercu — wobec mej najcudniejszej — przed całym światem — tajemnicy.
Kocham —
Kocham miłością ogromną i pełną i szczęśliwa jestem, że umiem i mogę tak właśnie kochać; szczęśliwa jestem, choć wiem, że ta miłość nigdy nie zostanie spełnioną.
Kocham miłością ogromną i piękną, bo nie mającą w sobie źdźbła egoizmu.
Zesłałeś, Dobry Boże, mnie, kobiecie dojrzałej — ten dar bezcenny, któryś niegdyś zesłał mnie — młodemu dziewczęciu.