Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


oczy miał świecące jak te małe lampki samochodowe, czerwone; nietoperz ten śmiał się po ludzku, głośno i szyderczo, zrozumiałam, że to jest śmiech tej kobiety, która zniknęła; równocześnie zalśniła błyskawica, z chmury wypadł piorun i ugodził mnie w piersi, ale bez grzmotu; piorun ten miał kształt... (to to straszne słowo tej wiedźmy). Zerwałam się z krzykiem. Słońce ślicznie świeciło; cała byłam zlana potem. I jeszcze się przestraszyłam raz. Gdy wstałam tuż spod nóg wyczołgała się wielka jaszczurka. Czyżby to była ta sławna Południca? — Zmęczona powlokłam się do domu. Cała drżałam.

tego samego dnia wieczorem
Boże! — cóż może znaczyć ten sen?!
A więc nie zobaczę go tu już.
Pani Wisia (jego żona) wraca jutro sama. On zostaje podobno na stałe — ma tam, zdaje się, jakieś zajęcie — nic nie wiem napewno — tak trudno czegoś się dowiedzieć.
Smutno — — czegoś straszliwie smutno — —
Już i ten szmat ziemi — bez niego — nie jest taki piękny — — Już i słońce tak jasno nie świeci —
Byłam dziś w jego słonecznym domu. Poszłam tam specjalnie do jego dzieci kochanych.
Gdybyś mógł wiedzieć, Jedyny, jak serdecznie kocham te dwie główki — jak drogie mi są one i bliskie — —
Gdy usłyszałam złą i okrutną dla mnie nowinę, tę wieść groźną — lodem ścisnęło mi się serce —
Alem się jakoś wzięła w garść — — i — — beztrosko napozór, śpiewaliśmy sobie (Jurek jest