Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cudny. — Wyszedłszy z lasu ujrzałam cudowny stary mur — —
Byłam jak pielgrzym, gdy ujrzy zdała Jasną Górę. Dotknęłam starych, omszonych kamieni drżącą ręką; ucałowałam. — — Ale nie wolno mi było tam wejść, bo skądże — poco — z jakiej racji? Więc poszłam sobie dalej oną śliczną kamienistą drogą która mnie zaprowadziła do domostwa Borutów. Zamieszkałam tu; i to wszystko.

Wtorek 5. IX.
Świt
I oto już jestem tu półtora miesiąca zgórą. Czytam jego cudne książki, piszę trochę, powieść dla dzieci — może z tego będzie co kiedy? — trochę rysuję, szkicuję, trochę szyję — gdy pogoda włóczę się po prześlicznym świecie Bożym — czasem w niedziele czytuję Borutom wyjątki z jego książek.
Fizycznie bardzo się już poprawiłam, chodzę teraz więcej i nie męczę się tak, jak na początku; temperaturę rzadko teraz odczuwam, bóle głowy także coraz rzadziej. Apetyt mam tak nadzwyczajny, że wsuwam nawet okropne obiady „szkolne“ (stołuję się w szkole tutejszej) — poza tym dużo mleka, prosto od krówki Winiochy, — owoców — miodu— tego co daje kochana ziemia tutejsza i co jej zapach i smak ma w sobie. Mam wrażenie, że przytyłam trochę, bo „solniczki“ znikły, a i twarz jakoś zaokrągliła się.
A psychicznie?
Dobrze zrobiłam, pisząc ten dziennik. Pomógł mi do odnalezienia siebie samej. Po zapełnieniu