Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Inaczej się jednak stało.
Nawiasem mówiąc otrzymałem od mojej przyjaciółki Hanki, bibliotekarki w jednej z dużych bibliotek publicznych, którą prosiłam, aby mi przysłała jak tylko nową książkę Cyprjana kupią, książkę, w której jest wlepiony jego portrecik (reprodukcja z jakiegoś obrazu) —: rozkoszny, młodziutki chłopaczek, najwyżej ma no, dwadzieścia trzy — cztery lata — na wybrzeżu morskim. Jest tak słodki ten nagusek (portret wpółakcie), że zacałować chciałoby się go —
(olaboga! co ja też wypisuję!) poza tym jest w tej książce dedykacja jakiejś pani W. M.: „Drogiej pani tę książkę, której powstawania od początku była świadkiem, podtrzymując na duchu w licznych chwilach zwątpienia — bardzo oddany“—
Jakże bezgranicznie czułabym się szczęśliwą, gdyby mnie przyjaźnią obdarzył! — I czyżby miało przeszkodą do tego być to, że ja, prócz przyjaźni, żywię dla niego uczucie przesłodkie miłości? — — Może — gdyby wiedział — Ale ponieważ nie wie! — — Wie napewno, to tylko ja nic nie wiem! Ty właśnie nic nie wiesz, Milo — Ty wiecznie mała i głupia, mimo Chrystusowych już lat — wiecznie głupia Milo — — —
O Jezu Ty Frasobliwy, Jezu mój kochany, co patrzysz na mnie z Borutowej półki tak smutno, pobłogosław-że ty mi, czyż proszę o co złego? — Czyż chcę komukolwiek na ziemi zrobić najmniejszą krzywdę, przez to, że marzę o okruszynie szczęścia? — —
Smutna jestem! Poeta mój, An ukochany wy-