Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jeszcze powinnam i dla siebie samej oczekiwać czegoś od życia? — Czy tez myśli tej absolutnie wyrzec się powinnam i jedynie w szczęściu innych — przede wszystkim dzieci — widzieć własne szczęście? —
O jakże pragnę, tej jednej, jedynej — takiej właśnie rozmowy — jak tęsknię do niej. Jak bardzo proszę o to Boga, by ona doszła do skutku. O spełń tę serdeczną mą prośbę, Boże! —
W sobotę wczesnym popołudniem całkiem niespodzianie (pierwszy i jedyny raz tak się cudnie zdarzyło!) ujrzałam na drodze pana Cyprjana. — Pierwszy raz dopiero napisałam tu jego imię — imię dźwięczne i jakby pachnące. Jeszcze ani razu nie odważyłam się powiedzieć do niego „panie Cyprjanie“. Raz tylko odważyłam się napisać w sekretniku — posłanym przez córeczkę Borutów w sprawie książek. I z miejsca mnie spotkała nauczka, bo mojego imienia w odpowiedzi nie napisano. Było tylko: „Droga Pani“ — a takby cudnie było zobaczyć napisane: „Droga Pani Emilio“, albo: „Droga Pani Milo“ — albo i usłyszeć... Do licha z tą nieśmiałością. Przecież w „tylko dla siebie“ wszystko mi wolno, więc właśnie będę go tu nazywać po imieniu i bez pana!
Więc szedł na przeciw mnie Cypjan — An — — Mam wrażenie, że go tak musiała nazywać matka — — (spytam go o to). I chwilę chodziliśmy sobie między dębem a domem Borutów. Było cudnie. Mówiłam mu trochę wierszy Adasia. Gdyśmy się rozstawali stanęło na tym, że we wtorek lub w środę przyjdzie do mej chałupki.