Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i zalało mi serce, jak przypływ morza zalewa wybrzeźe, kraj, ziemię całą — —
Tak. Stało się,!
O Jezu, Jezu! — Więc jeszcze i to przyjść musiało po wszystkim co przeżyłam — — — — Nadeszła pora świadomości.
Kochałam młodego żołnierza-poetę pierwszą dziewczęcą miłością. Po trzech latach musiałam ten cudny kwiat wyrwać z serca tak, jakby to był chwast wstrętny. Wyrwałam i rzuciłam pod płot; — dlatego, że on musiał się ożenić z bogatą... 25-go marca 1919-go r. ostatnie spotkanie z Adasiem — nad Wisłą taką szarą tego dnia; — miał łzy w czarnych oczach — o dziesięć lat starszy odemnie, mniej okazał hartu. — A skądże ja tyle wówczas hartu znalazłam? — Dużo przecierpiałam, ale zdołałam wkońcu uporać się z bolącym sercem. — —
Półtora roku potem. Front, straszliwa wojna. Październik — mnóstwo zeschłych liści krwawych, krwawe jarzębiny na zamkowej górze, i tyle, tyle krwawych ran —
Chłopiec młodziutki, śliczny, błękitny mundur hallerowski, błękitne oczy wpół-rozwarte, mgłą straszliwego bólu zasnute; — krople potu na biednym, cudnie sklepionym czole; — i tak straszna rana!! I ten, powierzony mi, list do przyjaciela — ostatni! — a w nim te słowa: „Stefku! Wiedziałem, że musi przyjść coś takiego, co wypali i wyrówna wszystkie obniżenia ducha“ — — Jakieś ty mógł mieć zniżenia, orlę ty młode?! — Tyś szybował napewno wciąż górnie, w obłokach, wysoko! — Ale zamało jeszcze wysoko, by cię nie dosięgła zła moskiewska kula —