Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


skiej; od wieków t. zw. sfery wyższe pchały Polskę w zgubę.
Tak to sobie Cyprjan w myślach wypraszał gniewnie te wskrzesicielskie zabiegi pani Mili, „Polki typowej“.
Makabryczność chwil, karmiona złymi pomyśleniami, sumowała się w niepokojącą kwotę.
Skwapliwie tez skorzystał Cyprjan z oferty jednego z teatrów; wbrew zamierzeniom i ochocie przyjął posadę kierownika literackiego, względnie, ponieważ ambitny dyrektor, były tenor operetkowy, był zazdrosny o tę nazwę „kierownik“, „doradcy artystycznego“.
Wyjechał; podpisał kontrakt; wmówił w siebie, ze musi tu w tym obcym mieście pobyć z tydzień przynajmniej — niby zapoznać się z warunkami; motywacja głupia, ale każda inna również byłaby głupia; — szło ostatecznie o to aby pani pułkownikowa Emilia Tarczowska wyjechała wreszcie z rodzinnnych Fałna okolic. Do cholery! — kończyły się przecież wakacje, — dzieci — szkoła — obowiązki — i tak dalej! co to jest!!
A poczynało się było dość niebezpiecznie i groźnie —: kiedyś wieczorem odprowadzał ją pod tę górkę; przy pożegnaniu dłonie ich, nawet uściskiem nie spięte, lecz tylko tak położone na sobie, przyległy nagle i nie mogły się w żaden sposób oderwać od siebie — zsuwały się powoli, niezwykle opornie; — tej kopulacji rąk przyświecały w mroku jej niezrównanej piękności zęby pośród rozchylonych małych, bladych warg; nie malowała ich nigdy.
Wogóle buziuchna bledziutka, koło oczu żół-