Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— nie zna pani po prostu moich poezji, i tego pani, przepraszam, nie wie, że wszelka poezja jest erotyczna —
(— afirmacją lub negacją idzie; tylko te dwie są drogi — pomyślał —, lecz nie chciało mu się tego powiedzieć; pełen zresztą był podziwu dla umiejętności wjechania na temat, na ten temat —)
— pan to mówi? —
— zdaje mi się, że ja —
(— wiem już! —: cała jest zanurzona w jednej z legend o mnie; poeta ma kilka legend; każdy dobry, niepokojący poeta; — a w ogóle: renesans dziewczęcego popędu do poezji, utrąconego (stłumionego) przez zabykpójście; sterylizacja częstsza niż się przypuszcza —)
(— ma rozchylone wargi; piękne, małe zęby bielą się urokliwie; dookoła jej głowy książki —)
(— wogóle uwodzenie i kokietowanie tą poezją — szczeknęło w nim gniewnie i złośliwie —)
Bardzo skwapliwie — najskwapliwiej może — pokazywała liczne fotografie dzieci i swoje; dzieci zwłaszcza; córeczki i synka; czyniła to z niesłychanie erotycznym zmieszaniem (podświadomym)—: dzieci przecież były wymownym wyrazem jej czynnej płciowości; pokazywała fotografie jak swą tajemnicę niewieścią; rozchylanie kart albumiku było dosłownie rozchylaniem ud; — i to jeszcze: przechwalanie się chytrze ukryte w kącikach przyśmianych wstydliwie warg, wykonaniem tych dzieci; oczywiście tylko tym, że jej te dzieci zrobiono; bo ona sama nic; skądże; ale tak chciano, tak proszono, tak gwałcono.