Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w myśli — dodawała, odejmowała, sumowała — tylko czerwone nieco spękane wargi bezgłośnym szeptem wyrażały pracę mózgu nakrytego puszystą ondulacją a la romantique —
Rezultatów tajnej i hermetycznej arytmetyki nie uznała za stosowne wyjawiać laickiemu otoczeniu.
Cyprjan wypił kawę — właśnie zamierzał wstać — znużony i znudzony aż do zniecierpliwienia — — tylko to jedno pytanie! — „czy tu u was jest jakaś...“ Ale pewno zagubią się dalsze komentarze w nowym jakimś ktokogorodzeniu.
Spoziera niedobrym wzrokiem po tych dwu niewiastach — cofa się jak obiektyw aparatu kinowego — długi pokój drewnianym stropem pokryty jak kromka chleba gęstym ciemnym miodem — duże zielone okno — pejzaż jak z obrazów Stanisławskiego: sad, wilgotna od spodu zieleń; z niej wyrastają pokręcane, przyklękające, rozkładające ramiona stars jabłonie — wśród gałęzi i liści szare plamy prostopadłej ściany nieba — stół, dwie kobiety, on — — i robi się nagle aż mroczno od smutku, jakby chmura stanęła za szybami i zasłoniła zielony świat; — — nie umie, nawet w wyobraźni nie potrafi wykrzesać z siebie choćby łut poczucia pokrewieństwa; obce, dalekie osoby; sam on najdalszy; sam sobie obcy; — tych troje obok siebie przy stole żyjących osób — ta tęga pani ladajako odziana, niedbale, z rozwichszoną, nieczesaną, opadającą strąkami na kark fryzurą, ta druga o dużej, pięknej głowie, febrycznie ożywiona, paląca papierosa za papierosem, zaciągająca się głośno, zachłystliwie natchniona dziesięciorzędnymi aktualiami spod ciemnej gwiazdy, i on,