Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


klienteli! drzwi się formalnie nie zamykają; cały elegancki świat Krakowa, o, ale też ona! — teraz wróciła z Paryża, najnowsze wynalazki wszystkie, co za wiedza! — nawiasem mówiąc już się teraz nic nosi kapeluszy z czoła, tylko tak, o — na lewo trochę, lecz też nie zanadto, a biżuteria znów wchodzi w modę, zaraz muszę wyjąć z puzderka te duże kolczyki emaliowane — świetna kawa — a propos, czy tu u was jest jakaś pułkownikowa Tarczowska — ? —
— nie, albo co? —
— nie? — co mówicie?! no, no; proszę ja was, wyobraźcie sobie, posłuchajcie tylko uważnie, siedzę ja dnia któregoś u Lejci rano w saloniku, nawiasem mówiąc siostra jej Anielcia wyszła za mąż, za tego, pamiętasz Wisiu, co to do nas chodził z tym włochem Skalattim, jego matka była wdową i żyła z tym dyrektorem banku, już wiesz, umiała z niego ciągnąć, ta go kosztowała, no!, ten dyrektor miał raz wściekłą awanturę na A-B z jednym porucznikiem, którego narzeczona była kuzynką szwagra Lei — już wiesz, nie? — ależ musisz pamiętać! ten taki wysoki brunet, takie baczki nosił, zawsze się odwracał za mną, pamiętasz już? — no więc! — lecz nie przeszkadzajcie! — siedzę ja sobie i coś tam czytani a Lejcia przygotowywała nowe kosmetyki w drugim pokoju w swoim atelier — tak sobie rozmawiamy przez drzwi, — nic masz wprost pojęcia jak ona się dobrze trzyma! — przecież ona o dwa lata starsza odemnie, ona mówi, że ma trzydzieści sześć, ale już ma hoho! trzydzieści osiem jak nic — nie, więcej — Wzniosła piękne, duże o grubych powiekach oczy ku lampie — natchniona i tajemnicza — obliczała