Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Już wiadomo, jakby drugim, oderwanym, zewnętrzym widzeniem wiadomo:
wszystko to widać dokładnie, wyraziście i jasno jak na dłoni przez owalny wykrój dziurki od klucz.
Kolana trochę bolą z klęczenia, bo klęknąć trzeba — lecz oczu oderwać nie moża — cóż za scena antyczna i hieratyczna!
Poeta — siwa czupryna — wyświetla się wysokie czoło — od tej lampy naftowej — powoli i namaszczenie rozświetla ją Boruta z niewątpliwą anamnezą prometejskości — od tej lampy naftowej z żółtym kloszem takie cienie powszędy jak u Rembrandta — lub na akwatintach Le Prince’a — — zapach miodu — pulchne dziecko przy pięknych, żyznych piersiach żarłocznie czynne — — strzępy rozmów, odrębnych a takich tu własnych na właściwym osadzonych miejscu — — przed rozwartymi szeroko wchodowymi drzwiami stoi przelewna, gładka, ciepła noc — — pod górnym szumem rosnącego wiatru rzępolą świerszcze w fałdy gwiaździste macierzyńskiej nocy wtulone — — lśnią w ramach drzwi konstelacje migotliwe, mżą ponad spokojnym oddechem ziemi — — a tuż za tą przyklękłą u progu postacią poirytowane najściem psiego wisusa króliki — copochwila tylnym skokiem: cup! w boisko — cup! cup! — bojowe hasło łagodnych, bezpiecznych istot; — — odrębny, nowy, inny świat — ozdrowieńczy — kładzie się na obolałą głowę, na zmaltretowany mózg, na wąskie, zbolałe piersi i tłukące się trwożnie w klatce delikatnych żeber serce — jak naj-