Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


umiłowań sza, najukochańsza dłoń; o, dobrze, o, dobrze, jak bardzo dobrze — — — — — — — —

Potem przez szereg dni nic.
A potem jej wizyta.
Codzienne wypatrywania na wszystkie możliwe drogi, ścieżki, miedze, przełazy, którymi na przełaj i na wprost można przyjść z futoru.
W domu niema nikogo — Cyprjan sam; gdy nareszcie przyszła. Tedy martwiło ją, że z formami towarzyskimi nie wszystko w porządku; że już nie będzie mogła drugi raz i już nigdy przyjść, bo gospodyni nie raczyła wyjść do niej. Tak, ku zdziwieniu, mówiła.
— ależ, proszę pani, żona jest w kąpieli —
— tak późno — ? —
Istotnie pod zmierzch się niosło, lecz to z tą kąpielą to była prawda.
— tak lubi, wieczorem chodzi do kąpieli — zresztą nie wiedzieliśmy, że pani akurat dzisiaj —
Na szczęście (— tak się to mówił —) zjawił się młody przyjaciel Cyprjana — ten sam to, który go przed trzema miesiącami do szpitala wiózł w pogotowiu i papierosy pierwsze przeszmuglował — — więc już razem w pracowni przewiewnej Cyprjana — o książkach, o poezji — ona kocha Słowackiego i Wyspiańskiego (no naturalnie!) — — siedziała przy wschodnim oknie na tle wysokich, czubami rozparasolonych jesionów i modro-zielonej góry — — oczy jak niebo, niebo jak oczy, bo blado-niebieskie w tej chwili — — lecz gdy nadszedł moment i pora taka że niebo stało się całe w sobie różowe, a zaraz