Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— nigdy nima pełnego zadowolenia —
Zcisza Boruta nieco głos —:
— żeby on tak pamiętniki w świat puścił jak go ta wtedy w tym...
— przyjdzie i na nie czas —
Miód był doskonały, wonny pasieką i rozległymi polami, spadzią i wrzosowiskami, taki ziemi z pod serca codopiero podebrany.
Gospodyni, Kasia Borulowa, młoda, piękna niewiasta o bardzo regularnych rysach i cerze białej z bladymi rumieńcami — nie wtrącała się do rozmowy; — stała przy łóżku o naczółek wsparta, dużą, gęstą piersią karmiła ślicznego nagiego bobasa.
— no to jest już i syn —
Czarnooka, śniada dziewczynka — ta co to przyszła była z tą wieścią, że pani pułkownikowa... leżała na pierzynie z rozstawionymi nóżkami, ręce zarzucone pod główką; spała.
W tej chwili, na moment krótki — pełna, czysta, nieskomplikowana radość bytu.
I wszystko dobre i pełnowartościowe: ludzie ci, ich myśli, obyczaje, prostota, jadło ich.
Aż zastanawiająca, nagła wyspa w czerni nocy, na burzliwym morzu niedoli i nędzy.
I ta chwilowa dobroć zamąca się od wewnątrz nieopatrznym niepokojem.
Co? skąd?
Wrażenie przyczajenia —
Nieuchronna już pewność —
Bobas ssie i miętosi namiętnie matczyną pierś białą, dużą — świat cały!