Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Więc też teraz o doktorze Putku rozmowa; mówi się: doktor Putek. Przychwalają obydwaj:
— morowy chłopi ja, panie, ten wie czego chce; przy skrzy nili nom go, ale posłuch przez to ma jeszcze większy; może se ze wszystkiego bimbać, całe prawo ma w jednym palcu —
— cierpliwości on ta jeszcze ministrem będzie, a może i czymś więcej —
— napewno, dy to młody chłop jeszcze, a co to już ma za sobą —
— i dziś, jak zwoła do tej swojej Choczni wiec, to tysiące chłopów się wali, ino gościńce dudnią, furami, gromadami, ze sztandarami — — a księża w portki robią ze strachu, inni też —
— szesnaście lat miał, a już po wiecach jeździł, przemawiał, działał — Stojałowski, Stapiński, Wyzwolenie — w ogniu wciąż, w najbardziej zapalnych miejscach — zawsze on —
— a gębę to ma zawsze taką wiedzącą i rozśmioną — spojrzysz czytasz z niej: będzie dobrze! —
Tomasz i Cyprjan bardzo lubią i cenią tego upartego działacza, mocną, czystą wolą prącego naprzód, najtęższego znawcę psychiki chłopskiej, taktyka znakomitego — ; — zawsze się dobrze rozmawia o kimś, kogo się obopólnie lubi —
— czytałem teraz jego książkę, jakże cię to nazywa...
— Mroki średniowiecza —
— no, no — odsunięty teraz od wielkiego działania, to se, biedok, pisze — ale fajnie pisze —
— jakże! doskonale — jak znów wejdzie w politykę to znów nam żal będzie, że przestanie pisać —