Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z głośnika, który zamilkł na chwilę,, przebija się szept jakby obcej stacji — szept ten przypomina zniekształcony głos Cyprjana —:
— ósma — niechaj czeka jeszcze — idzie przecież jej czas — idzie, więc dojdzie —
Szept poprzedni — lękliwie —:
— zdradzisz mnie? —
Szept drugi —:
— nie; — zresztą ja nie wiem co to słowo znaczy; — i ona, ta ósma, przeglądając, było to we śnie, podstępnie mój pamiętnik, mówiła: „jest tu wolne miejsce na dziewiąta, w tym spisie muz, przy Nr. IX postawiłeś pytajnik, wykrzyknik i myślnik“; — i ona też już — w tym śnie, widzisz, nawet w śnie, była smutna, niejako profilaktycznie; tyle tylko, że w śnie mogę niekiedy kierować życzeniami, więc uniknąłem z jej strony tego słowa: zdrada —
Po chwilowej przerwie ten sam głos —:
— zresztą mógłbym się i ja do ciebie, Milo, przyczepić, a jakże, mógłbym; enpe: czemuż minęłaś mnie wtedy? — w ulicy Pięknej i na Kanonii nie było dla mnie przy tobie miejsca, nawet na cień mój nie było miejsca; — piękna, młoda, zwinna, czarująca, z tą skozaczoną fryzurą, niesforną czupryną spadającą na najpiękniejsze oczy świata; taka byłaś; i taka wyrzekłaś się mnie! — Minęły dwa lata, a na oparciu krzesła obok twego łóżka zawisnął mundur z tymi urzekającymi cię brzękadełkami, obok spodnie, buty, koszula — — leżąc pod nim, pod nagim właścicielem orderów — patrzałaś przymglonym wzrokiem na wstążkę czarno-niebieską i skuczałaś jękliwie i piskli-