Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wie — ojczyźnianie, bohatersko — — przepraszam, że ci to mówię już teraz —
(— pogmatwana w synchronizmach myśl cyprjanowa krzyczy rozpaczliwie: jeszcze teraz! — obija się trafiona w serce o ściany czaszki — wyje — wyje —)
(— powinny mnie przecież cieszyć wszelkie jej — umiłowanej! — radości, rozkosze i frajdy — ale nie cieszą, no, bo nie; draństwem są podszyte altruizmy — gdy się tylko nadprują, podszewka wyłazi na wierzch —)
— że ci to mówię tak a priori — — przecież, do diabła, psuję sobie tym cały dukt wypadków, kompozycję — — a jednak nie mogę wytrzymać, nie mogę powstrzymać się, żeby tego nie powiedzieć —
— ciągle do tego powracasz —
— ciągle do tego powracam —
— czemu? —
— bo to jest punkt zwrotny całego życia — druzgocący i błogosławiony zarazem — i — omalże nie za późny —
— miłość nie jest nigdy ani za wczesna ani za późna — jest, lub jej nie ma —
— tak, i to wiem, że każdy dzień nowe stwarza myśli, że każdy jest stopniem do — chciałbym rzec: doskonałości — powiem jednak tylko: do dalszego życia, czyli jedynej, wielkiej i ostatecznej mądrości —
— a pamiętasz...
— wszystko pamiętam, od początku, od tego początku, gdy Cyprjan Fałn, poeta, dramaturg, po-