Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Obijany od ściany do ściany — zmaltretowany, i wyszczypany, spocony i pomoczony cały — zrywa się nagle, przysiada na łóżku i krzyczy:
— co jest do jasnej cholery! —
I natychmiast przerażony brakiem tętna i tchu woła rozdzierająco:
— światła! światła!
— niechże pan tak nie krzyczy! —
Zapomniał gdzie jest, gdzie, co to za czarna przestrzeń, gdzie? —:
— światła! światła!
Zabłysła nocna lampka; Nering wyskakuje z łóżka — — Cyprjan trupio blady, charczy, łapie otwartymi ustami powietrze —
— co panu? co panu? — oszalał pan —
— zdaje mi się, że tak — szepce Cyprjan i kładzie się śmiertelnie znużony i obolały —
— tak, zapewne, oszalałem — — przepraszam —
A gdy już, ten przykry atak nerwicowy minął, gdy Nering stroskany lecz uspokojony zasnął —
— zawsze z tym odsłoniętym tyłkiem; co za moda taka! —
— a ten inżynier nie wrócił jeszcze, choć już dawno po północy; jeśli on tak będzie, to to nie dobrze —
gdy się wyrównał rytm pulsującej krwi — wtedy z tajemnego głośnika, zawieszonego w piątym kącie pokoju, dobiegł cichy, łagodny, słodki szept —:
— oto jestem, twa siódma —
— tak, to twój głos, to ty jesteś, Milo —