Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w zawiasach — od wina? może; — wiecie jakie są w poezji świata najpiękniejsze dwie sceny? — powiem wam jakie są w poezji świata najpiękniejsze dwie sceny; — oto jedna ta, gdy źli, gniewni i obłudni wyznaniowcy przyprowadzają jawnogrzesznicę do syna cieśli i powiadają: — wydaj na nią wyroki zaraz tez sklerykalizowany tłum zaczął wołać: ukamienować ją! i znów: ukarz ją! — Syn cieśli, poeta i myśliciel wspaniały, siedzący na kamiennym progu, schylił głowę i począł palcem pisać coś w pyle, tym dotykiem ziemi krzepił się i zastanowienie nasilał — szczwana chytrość tępoty była przeciw niemu — po chwili podniósł głowę i rzekł: kto z was jest bez winy niech rzuci na nią kamieniem; i znów się nisko ku ziemi nachylił; po jakimś czasie, gdy chciał powtórnie zajrzeć gromadzie w oczy, nie było już nikogo; tylko ona, jawnogrzesznica, stała sama w skwarnej pustce zapylonej ulicy, wsparta o mur zaciskała w ramionach wyłuskane z podartej koszuli piersi; — oto, kochani, wzniosły dramat świata; słowo, które rozprasza, słowo, które skupia; tu i tam: katarsis —
— a druga — ? —
— druga to ta, gdy Faust wypracowując w ustawicznym dążeniu żywot swój i innych, już jako stuletni, ślepy starzec — wychodzi w pewnym momencie na dziedziniec swego domostwa; — lemury kopią dlań grób — łopata o kilof podzwania — dźwięczy melodia pracy, muzyka przyszłych pokoleń — i w tej właśnie chwili pobrzękiwania narzędzi pracy, mówi poeta stuletni: w przeczuciu szczęścia, w radosnym zachwycie, stanąłem oto już na życia szczycie! — Umiera; przecież to dla niego grób kopano;